2012-01-21 21:25:43 >> Punkt odniesienia.
Szukam go troszkę.
Ścigają mnie niepokoje, że dzieje się coś złego, niedobrego i nie na miejscu.
W nocy gonią mnie koszmary, trzymajac zimną dłonią.
A swoich zimnych nie mogę rozgrzać nawet gorącym kubkiem mocnej herbaty z miodem i imbirem.
Co się dzieje..?
Stres związany z uczelnią towarzyszy mi w większości czasu.
Rodzice zupełnie milczą. Czasem czuję sie, jakbym ich nie miała. Dziwne wrażenie.
W domu czas mija mi szybko. Tak szybko, ze nawet nie wiem kiedy, muska mnie maminy policzek w drzwiach, podczas wyjścia.
Czasem boję się, że to wszystko minie za szybko. Że nagle okaże się, że ludzi, którzy są dla mnie wazni, znikną.
Miałam taki sen. Dokładnie o tym. Dokładnie dziś. Obudziłam się o 8 zlana potem.
Śnił mi się dom.
Pusty, zarośnięty ogród. Ziejące zimnem ściany w budynku, kurz, strzaskane w pył płytki w ganku. Popękane szyby w oknach, przez które wpadało popołudniowe, ciepłe slońce. Zwinięty w nieładzie na deskach podłogi dywan był brudny, obraz na ścianie podarty. Niegdyś przedstawiał las. Teraz pęknięcie płótna zniszczyło ciepły efekt. Przed domem trawa zarosła podjazd i róże mamy. W pokoju pęknięte panele wyglądały jak otwarta paszcza wielkiego potwora, ziejąc zimnym, ciemnym otworem.
Nikogo nie było. Jakiś kopczyk. A wszędzie zapach śmierci i chryzantem.
I nagrobki, jakieś omszałe. W cieniu wielkiego drzewa. Głuchy telefon.
Sadów z pustym mieszkaniem. Kręcę sie w kółko, z rozładowaną baterią.
Nikt nie obiecał,że zdążymy porozmawiać jutro.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)
2012-01-07 22:38:09 >> U(żalanie).
Poużalam się dziś nad sobą.
Czemu nie.
W końcu .. każdy ma do tego prawo, a tu mam je szczególnie. Mój własny kawałek sieci.
Poużalam, bo jeszcze nigdy nie czułam się w Toruniu tak samotna, jak ostatnio.
Na pierwszym roku bywało, ze miałam ludzi aż dość.
W drugim.. było akurat. Nie szukałam ani specjalnie ludzi, ale też nie narzekałam na ich brak.
A ostatnio.. ostatnio coraz częściej zatapiam się w sieci. Coraz częściej czytam, migam się od pracy i oglądam seriale.
Czasem, gdy tak jak dziś...wczoraj, przedwczoraj, trzy dni temu..
Gdy wszyscy wyjdą nie ma do kogo buzi otworzyć. Każdy goni własnym życiem.
Moje w dziwny sposób zatrzymało się w martwym punkcie, mam wrażenie.
Jak już mogę wyjsć, jestem po pracy. Zmęczonej nie chce mi się jechać na Stare Miasto w takie zimno rowerem. A naautobus..szkoda mi pieniędzy. O taksówce w ogole nie myślę.
A coraz mniej tu ludzi..do których mogę się odezwać. Ci, z którymi wychodziłam podobierali się w pary. Nie mają czasu już dla innych. Bo niespodzianki, rocznice, wyjaśnianie spraw, bieg za bliskością, bo czas goni.
Ostatnio ktoś zapytał "To Ty jeszcze masz czas na seriale?". Ktoś, kogo bardzo cenię. Spojrzałam się zdziwiona. "Mam."
"No wiesz, przy Twoim trybie życia. Ja nie pracuję, a nie mam na nic czasu. Studia i Marcin."
"Ja mam wiekszość pustych wieczorów. Twój Marcin wiele tu wyjaśnia."
I tak cholernie przykro mi się zrobiło. Odwróciłam głowę.
Zauważyłam ciekawą zależność. Jak komuś coś się psuje, nagle okno gadu staje się jak okno konfesjonału. Ale gdy wszystko toczy się w miarę regularnym tonem... to tylko jedna osoba odzywa się ciągle, ma ochotę porozmawiać i wyjść. Michał. Głupimi tekstami o Murzynkach ostatnio potrafił rozwiać złe chmury wz. ze studiami. Dobrze mieć kogoś, kto mimo wszystko jakoś naprzekór deszczom uśmiecha się bezpretensjonalnie. Chociaż w ciągu tych kilku godzin na uczelni.
Tak. Mam czas. Czasem zdecydowanie za dużo i niekoniecznie chcę poświęcać go ksiązkom, tylko i wyłącznie.
A jednocześnie...
Powinnam się wziąć za pracę, a odsuwam to, jak najdalej mogę. Nie wiem czemu. Czyste lenistwo.
Spuchnięte mam dziś dłonie potwornie. Stawy znów odezwaly się po zimnie.. sine, bolące. Gdybym mogła cofnąc czas nigdy nie pracowałabym już bez rękawiczek. I czapki, na -20.
Na treningu znów dowiedzialam sie, że jeśli jeździ się z wieloma ludźmi... to lepiej jest się uczyc samemu. I przysięgam, jeśli jeszcze raz zadzwoni do mnie mój ojciec z pieprzeniem, ze mam jechać do Niemiec, bo umiem jeździć...nie ręczę za siebie.
Mam źle technicznie ułożony kręgosłup. Rada Bartka o tym, ze mam przesuwać łydkę do przody jest do włożenia miedzy bajki i spowodowała same paskudztwa- w postaci uciekającej w galopie łydki, usztywnień... mam ochotę kopnąć go za to w dupę. Lepiej nic nie mówić, niż głupim zbyciem sprawy narobić tyle szkód. Także w postaci mojego zjechanego przez nieprawidłowe wygięcie kręgosłupa i bólu. Efekt taki, ze jak się teraz nagram facet pomysli, ze jestem nie normalna, chcąc pracować z końmi ujeżdżeniowymi, mając takie problemy w galopie..
Idę. Wylało się troszkę ze mnie i tak miało być.
Niech sobei pokój krzyczy pustkami. Zatkam mu usta ksiażką. Troszkę z bezsilności.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)
2012-01-04 23:42:41 >> Truly, madly, deeply.
Kołącze mi się w głowie dawno ukochany utwór.
Czasem są momenty, gdy coś do nas wraca.
Ja wróciłam także.
Zajrzałam do pamiętnika, który prowadzę czasem, z czerpanego papieru. Z wklejonym zdjęciem, z słowami..
Opisany pewien wieczór w Bielsku. Wieczór zachwiania. Wtedy po latach przypomniała mi się melodia, którą ktoś kiedyś nucił często. Ktoś już nie żyje, ale wspomnienie zostało.
Wtedy, w BB uzyskało nowy wymiar. Z czasów młodzieńczych zostało zeskanowane na tło gór, smutnego wieczoru.
Zawsze uwielbiałam przekaz, zawarty w tekście.
I'll be your dream
I'll be your wish I'll be your fantasy
I'll be your hope I'll be your love
Be everything that you need.
I'll love you more with every breath
Truly, madly, deeply do .
Będę twym snem
Będę twym życzeniem
Będę twoją fantazją
Będę twoją nadzieją
Będę twoją miłością
Będę wszystkim, czego potrzebujesz
Z każdym tchnieniem będę kochał cię bardziej
Prawdziwie, do szaleństwa, głęboko
Na palcu poblyskuje obrączka. Srebrna, z kiepskim grawerem. Moja rodzicielka ostatnio o nią zapytała, ale bez natarczywych jak zwykle dociekań, więc ...biorę to za dobrą kartę.
Łapie mnie lekki zjazd. Często mam tak wieczorami. Natęża się to zdecydowanie na początku jesieni, w czasie obumierania i coraz dłuższych wieczorów. Tym gorszych, że po raz pierwszy w życiu tęsknię za Tobą. Akurat za Tobą.
I akurat z Tobą te wieczorne, mokre liscie chciałabym deptać.
I nasila się wiosną. Gdy ciepłe powietrze wpływa do pokoju, gdy za oknem szaleje burza, grzmiąc na ...?
Jak wtedy, w czerwcową, którąś noc.
Czasem mam wrażenie, ze to wszystko..działo się wczoraj. Wczoraj gładziłeś mnie po ramieniu po raz pierwszy.
Wiosna wtedy...albo początek lata wlaściwie, gorącymi podmuchami zaglądała nam w okna. Góry spowijała gorączka slońca, na rynku dzieci wchodziły do fontanny, by się ochłodzić.
My schowaliśmy się w miejscu pełnym wonnego domu. Gdy wychodziliśmy, wieczorny żar buchnął nam w twarz, świat zagrał mi wtedy tysiącem kolorów. I juz w głębi wiedziałam, ze to jest to. Że tego nie chciałabym zmieniać, że to Twoja dłoń jest ważna.
I chciałam, by mogła być ważniejsza z każdym dniem.
Ta piosenka w dziwny sposób splata ze sobą patchwork moich wspomnień. Kolorowy wiesza mi się przed oczyma, barwny zapachami, tłami, emocjami- wiele, wiele razy.
I wanna stand with you on a mountain
I wanna bathe with you in the sea
I wanna lay like this forever
Until the sky falls down on me .
Chcę stać z tobą na szczycie góry
Chcę, by obmywały nas fale morza
Chcę już zawsze wieść takie życie
Dopóki niebiosa nie runą na mnie.
Góry już jakieś mielismy. Nie tylko te pod stopami realnie, ale te, którymi inni próbowali przesłonić nam siebie.
A także te, które sami sobie zdołaliśmy usypać czasem nieumyślnie, ale zawsze.
Jeszcze morza, jeziora.
Cały świat.
Mielismy juz kontakt ze strumykiem, gdy wciapnęłam do niego pokrowiec od komórki zręcznym gestem. I który wyłowiony przez Ciebie triumfalnie na patyku zmoczył mi bezczelnie torbę
Takie życie .. i cięższe, lżejsze, czeka na nas. Tam, w dole Polski.
Chcę. Tylko blokuje mnie czasem strach. PanCerzyk.
Nie jest zbyt przyjemny, poznałeś jego "zdjęcie" w paincie.
Ale coraz częsciej łatwo go oswoić.
I powoli wyobrażam sobie Twoje mieszkanie, jako nasze.
I to, w którym teraz cieszysz się z nowych mebli i to...w którym wstawimy belkę z 28.11.2011 r. z parku w Lublińcu.
W którym od ścian pewnie nie raz odbiją się slowa złości, ale i radości, miłości i troski.
Chcę.
Słyszysz..?
Can't you see it baby?
Don't have to close your eyes
'Cause it's standing right before you
All that you need will surely come .
Czy widzisz to kochanie?
Nie musisz przymykać oczu
Bo to jest tuż przed tobą
I wszystko, czego potrzebujesz już wkrótce nadejdzie.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)
2011-12-17 11:38:40 >> Największe demony drzemią w nas samych.
Migają nad ciemną klawiaturą stacjonarnego komputera czerwopne paznokcie.
Nad głową dudni mi techno, zaraz wwierci się w resztki mózgu.
Dawno nie pisalam na komputerze stacjonarnym ,musze pilnowac przcisków. Przyzwyczajenie do wyspowej klawiatury tu daje mi w kość. Ale uśmiecham się na myśl o tym.
Ukradłam Darkowy sweter, zrobiło mi się chłodno, mimo ciepła pewnie w mieszkaniu. Wczoraj w drodze do hurtowni musiało mnie przewiać. Wiał zimny, mocny wiatr, siąpił deszcz. Dziś wiatr znó ugina drzewa, ale spokojniej.
Lubie spać, czujac Jego oddech na karku. To tak, jakby powiew ciepłęgo, wiosennego powietrza. Daje siłę, otuchę.
I nawet jak coś wejdzie mi na odcisk, to widok Twojej twarzy, dotyk dłoni i oczy dodają mi sił, by sie szybko prostować.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)
2011-12-12 20:38:38 >> ..
Są takie wieczory, gdy dopada mnie dziwny zjazd. Czekam wtedy tylko na odpowiednią porę w ciszy, by móc się położyć spać. Dotrwać do rana, znów mieć zajęcie dla rąk. Ktoś powie "poprzewracało się jej .." w miejscu, którego nie wymienię. Można dowolną wersję sobie dołożyć.
Ale gdy w ciągu dnia wiem, ze muszę odhaczyć...to, to, to i to, jest mi łatwiej. Wieczorami, po powrocie z pracy- jednej, bądź drugiej, nie mam już tyle entuzjazmu. Stres zniszczył mi żołądek. Byłam u lekarza, podejrzewa wrzody, lub jakieś początki, czekam na decyzję, czy nie czeka mnie...gastroskopia? Czy jakoś tak. Może dlatego po każdym normalnym posiłku zwija mnie co jakiś czas w kłebek z bólu. A szlag trafił termofor- przez dziurę nie mogę z niego skorzystać. Więc czekam na dotacje z UMK, by móc kupić nowy.
Tęsknię. To uczucie, tłumione w ciągu dnia wieczorem siada obok mnie i mam wrażenie- szczypie boleśnie po ramieniu, złośliwie jakby. Mam ochotę oddać tym samym, ale zawsze kapituluje. Odsuwam telefon z zasięgu wzroku-jak go nie widać, nie kusi mnie - i staram się zająć myśli czymś innym.
Mam w domu coś, czego nigdy jeszcze nie miałam. Nigdy w życiu też nie kupilam czegoś takiego...i jak patrzę w kierunku półki dziwnie się czuje. Radość pomieszana z..niepewnością? Zastanawiam się, jak to jest, móc z tego w pełni korzystać.
Nie lubię nikogo do niczego zmuszac. Wolę, gdy zwycięża wolna wola- i ktoś sam decyduje się na pewne kroki.
Na ścianach z Beatrycze zawiesiłyśmy ratanową choinkę, jedyny swiąteczny akcent, jaki posiadam- oraz dzwoneczki. Nie ma śniegu. Bez niego jakoś nie czuję jeszcze świąt. A jednoczesnie- odliczam do nich dni. Mimo, ze co roku coś strasznie zgrzyta..są momenty, przy których ściska mnie w gardle. Zwłaszcza, gdy patrzę na puste miejsce przy stole i ostatnią wieczerzę, pod którą zawsze siadała jedna z najbliższych mi osób na świecie. Chciałabym, by mogła być znów. Na chwilę. Chciałabym przykucnąć obok niej i wyszeptać w dłonie wszystkie te niepewności, które mną trzęsą. Wiem, ze miałaby radę na wiele z nich. Czasem, gdy jestem w domu i jadę do chrześnicy zaglądam do niej. Parkuję pod szarym, paskudnym murem i przechodzę przez mosiężną bramę. Nie lubię tego miejsca, jest ponure. Wiem, że jej by się nie podobało Nie odstrasza mnie wtedy zimno. Rzadko mam ze sobą lampkę. Siadam naprzeciw nazwiska i imienia z dwiema datami i łzy same płyną mi z oczu- pomimo upływy tylu lat. Czuję się, jakbym nadal była...niepogodzona z tym, co się stało. Z tym, ze tak szybko byłą potrzebna w innym wymiarze. A ja teraz...tak strasznie jej potrzebuję. Wiem, ze chciała wiedzieć, jak nam się potoczy życie. Mnie, siostrze, kuzynkom.
Do końca życia rafaello i mamba będą miały wymiar jej dłoni. Wiem, ze znalazłaby mądrą, podpartą życiowym doświadczeniem odpowiedź. Nie wierzę, ze rozwiałaby moje wątpliwości od razu całe, wszystkie i do cna. Ale że potrafiłaby mi dać wskazówkę, w którą stronę patrzeć, żeby wiatr osuszał łzy, a nie zamazywał obraz.
Najgorsze jest to, że wyszeptana w stronę szarego marmuru rozmowa jest monologiem. Bez odpowiedzi. Bądź z odpowiedzią, której nie umiem dostrzec.
Potrzebuję teraz tego strasznie. Podparcia i głupich słów "Spokojnie. Układa się juz, widzisz? Tylko to wszystko...wymaga czasu."
Z czyiś ust. Nie w swoim własnym do siebie monologu.
I za każdym razem w wigilię staram się siadać jak nabliżej pustego talerza.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)
2011-11-26 18:55:53 >> Nie sztuka.
Nie sztuka jest dać komuś rybę. Sztuką jest dać wędkę.
Od kilku dni snuję się między uczelnią, pracą, szkoleniem, stajnią, a domem.
Czuję się, jak narysowana źle zatemperowanym ołówkiem. Z domu cisza. Jak ja nie zadzwonię, nikt nie wyśle mi nawet smsa.
Ojciec jak pisze- to żeby pochwalić się, ile zarobił.
W stajni zimno przenika do szpiku kości, po dwóch godzinach ledwie ruszam zgrabiałymi dłońmi.
Jak uda mi się wsiąść samej na siodlo- skupiam się. Ale to skupienie pomaga na czas, póki w tym siodle jestem.
Na uczelni warunek we wtorek. I totalny brak nauki. Zapchany czas sprawia, ze nie mam sił za to się wziąć, zasypiam, jak otwieram ksiązkę i mój umysł zaczyna sie buntować, przed przyjęciem kolejnej porcji [zupełnie niepotrzebnej] wiedzy. Wiedzy, którą i tak czerpać będę z ksiażek, bo na opracowaniu tegoż Pana piszemy każdą możliwą pracę.
Z Pawłem i Michałem byłam na lodowisku. Chciałam w ostatniej chwili zrezygnować, ale nie wyszło. Najlepsze posunięcie ostatnich dni. Jak oddech chłodnego, rześkiego powietrza w za dusznym pomieszczeniu. Wysiłek fizyczny przywraca uśmiech, nawet półgębkiem. Dzieciaki jakieś bawiły się ze mną w naukę jazdy do tyłu. Pomógł starszy pan, który zatrzymał się obok, jak niezdarnie próbowałam zrozumieć i pokazał.
Wczoraj dobry, ciepły, intymny wieczór. Ale mam wrażenie, ze tylko mnie ucieszył aż tak.
Zachmurza się niebo nade mną. Brakuje mi stałego, mocnego oparcia. Ramienia. Zwykłej, prostej rozmowy.
I dość mam przepraszania za to, ze żyję do jasnej cholery.
...myśli wiatrem pisane...skomentuj (0)